plcsenderusk

Pogoda

Słonecznie

18°C

Pstrążna

Słonecznie

Wilgotność: 73%

Wiatr: 22.53 km/h

  • 17 Paź 2017

    Słonecznie 20°C 10°C

  • 18 Paź 2017

    Przewaga chmur 19°C 10°C

Relacja "Jednak Pstrążna elektryzuje" - Łukasz Burda

IMGN0142Jak to jest, że mieszkając tak daleko, bo ponad 350 km od łowiska i mając pod nosem kilka naprawdę rybnych zbiorników, które często dają syto połowić, co roku z klubowiczami ciągnie nas w to miejsce i na samą myśl o zasiadce na Pstrążnej mam spocone dłonie, a moja zasiadka zaczyna się tak naprawdę na kilka dni przed przyjazdem na miejsce. 

Może to magia tej wody? A może dobrze działający marketing, bo przecież kto z karpiarzy jej nie zna? 

A może po prostu sama świadomość tego, że ta woda kryje piękne okazy, które dają szansę na przeżycie niezapomnianej przygody. Pewnie wszystkie te składowe mają wpływ na to, że własnie każdego roku w naszych kalendarzach karpiowych, przynajmniej raz znajduje się termin zarezerwowany właśnie tam, na Pstrążnej.

Bywam na tej wodzie od 2013 roku, więc stosunkowo od niedawna. Wiele głosów jakie słyszałem, stanowiły, że lata świetności tej wody już dawno minęły…. Nic bardziej mylnego. W tym okresie wędkowałem na Pstrążnej 5 razy po 3 doby. Miałem okazję przeżyć chyba wszystko, co mogło się wydarzyć dla mnie na tej wodzie. Upały nie do wytrzymania, kilkudniowe ulewy bez chwili wytchnienia, brania, które nie pozwalały odpocząć ani na pół godziny i totalną ciszę w braniach - jakby martwa woda. To chyba kwintesencja tego, co dla nas karpiarzy najpiękniejsze.

Nadszedł kolejny sezon 2015 roku i jakby mogło być inaczej… Mam termin na Pstrążnej. Stali kompani, klubowicze Rysiek i Dominik bez chwili namysłu potwierdzają chęć wyjazdu, mimo, że to jeszcze luty, a rezerwacja majowa. Jak co roku termin mamy wcześniej, a potem wszystko ustawia się pod ten wyjazd. Chyba nie jesteśmy wyjątkami w tej materii…

Los tak chciał, że w terminie od 7 do 10 maja nasz klub organizuje dość spore zawody karpiowe o nazwie Podkarpacki Miting Karpiowy, będące eliminacją do mistrzostw Polski PCM 2015, a patronat od kilku lat obejmuje redakcja KarpMax-a. Dokładnie dzień później, bo od 11 maja zasiadamy nad wspomnianą już wyżej Pstrążna. Nasza zasiadka ma trwać do 14 maja, więc jak zwykle 3 doby. Mamy wielką nadzieję, że od poniedziałku do czwartku łowisko nie będzie mocno oblegane przez innych miłośników karpiowych emocji. Na miejscu wita nas jednak komplet zajętych stanowisk. Jedni wyjeżdżają, inni już zajmują ich miejsca - Będą zawody - pomyśleliśmy…..

Jak zwykle bardzo miło wita nas gospodyni, którą serdecznie pozdrawiamy, i po krótkich rozmowach zajmujemy nasze stanowiska nr 8, 9, 10, a więc praktycznie środek łowiska. Często siadamy właśnie w tych rejonach, gdyż ryba wędrująca z płytszych partii łowiska na głębsze, chcąc, nie chcąc będzie musiała przepłynąć pomiędzy naszymi zestawami. W ten sposób dajemy sobie szansę na jakiekolwiek brania.

Podróż upłynęła nam dość sprawnie, więc mamy dużo energii. Uwijamy się jak w ukropie, aby nasze zestawy i obozowiska jak najszybciej były gotowe. Uwielbiam ten moment, gdy myśli kotłują się w głowie, co założyć na którego kija, jaką przyjąć taktykę nęcenia, gdzie umieścić zestawy, itd., itp. Ten dreszczyk emocji i jedna wielka niewiadoma tego, co się wydarzy, jest zastrzykiem adrenaliny na długie tygodnie. Wreszcie jesteśmy gotowi i możemy w spokoju delektować się pięknem otaczającej tę wodę przyrody. Niezwykle malowniczy obrazek, śpiew ptaków, rechot żab i melodie wygrywane z okolicznej wierzy kościelnej. Żyć, nie umierać.

Z tego błogiego stanu wyrywa nas pisk sygnalizatora kolegi Ryśka. Nie wiem ile dokładnie minęło czasu od wywózki, ale na pewno nie trwało to zbyt długo. Po krótkim holu na macie naszym oczom ukazuje się piękny karp o masie 14,7 kg. Świetnie rozpoczęta zasiadka daje nadzieję na udany wyjazd.

To, co bardzo lubimy na tej wodzie, to międzynarodowe towarzystwo. Zeszłego roku mieliśmy okazję biesiadować z Niemcami, a już w tym roku przy złocistych napojach integrujemy się z Czechami, których serdecznie pozdrawiamy. Od wspomnianych czeskich karpiarzy dostajemy relację tego, co działo się na łowisku dobę wcześniej. Okazuje się, że dość sporo amura zameldowało się na matach, więc musimy być czujni na każde delikatne podciągnięcia zestawów.      

Nagle kolega Dominik ma branie. Jestem bliżej jego zestawów i zacinam rybę. Dominik dobiega i przekazuję mu wędkę. Ryba niestety spina się, ale wiemy już, że mamy ją w łowisku i zabrakło tylko trochę szczęścia. Dominik ponownie wywozi zestawy, a ja w tym czasie porządkuję swoje klamoty w namiocie. Nagle słyszę na swojej centralce "pik", "pik" ... i stoi. Chwilę zeszło, zanim wygrzebałem się z namiotu i stoję przy kiju z rękami nad blankiem. Czekam choćby na mikro "pik" lub drgnięcie żyłki - ale niestety się nie doczekałem.

Szybko zapada zmrok, rozpalamy grila, oddajemy się rozmowom, wspominkom i rozmyślaniu nad taktyką na kolejne dni łowienia. Noc mija bardzo szybko, a rybki pozwalają nam się wyspać. Rano przewozimy zestawy, donęcamy łowisko i szukamy ryby w różnych rejonach zbiornika od środka w stronę przeciwnego brzegu. Poranna kawa, rozmowy z sąsiadami, leniwy pogodny poranek.  Nadchodzi godzina, która rehabilituje nam noc bez przysłowiowego "pika". Pierwszy swoją szansę dostaje Dominik i ją wykorzystuje. Na macie ląduje karp o masie 8,6 kg. Niespełna dziesięć minut później mój zestaw zostaje doceniony, i tym razem ja mam szansę na rybkę. To też się staje. Na macie kładę karpia o masie 12,7 kg. Jeszcze dobrze nie opadły emocje, a na wędce Ryśka mamy kolejny odjazd. Nasze przypuszczenia o migracji karpi z płytkiej wody na głeboką i odwrotnie się sprawdziły. Brania mieliśmy dokładnie w takiej kolejności, w jakiej siedzieliśmy. Rysiek walczy z karpiem, który wydaję się być większy niż dwa pozostałe. Po kilkunastu minutach holu już wiemy, że to będzie piękny okaz. Tak jest!!! Pełnołuski, na którym waga zatrzymuje się przy 21,6 kg. To nowy PB Ryśka i kolejna 20+ w tym sezonie w klubie. Cieszymy się bardzo. Kilka pamiątkowych fotek i rybka wraca do wody.

Jakiś czas później mam kolejne branie. Takie jak wtedy, gdy utknąłem w namiocie. "Pik", "pik" i stoi. Tym razem byłem blisko i zacinam rybę. Idzie sama do brzegu. Oczywiście wiem co to oznacza, i z niecierpliwością czekam na to, co będzie się działo przy brzegu. Tak jak przypuszczaliśmy, naszym oczom ukazuje się amur. Nie jest z tych największych i o dziwo bez wielkich sensacji daje się podebrać. W wanience dopiero przypomina sobie, że pasowałoby trochę powalczyć. Waga pokazała 7,20 kg. Szybka sesja i do wody.

Odwiedzają nas znowu Czesi - przesympatyczni ludzie, którzy zapewnili nam wiele atrakcji i w znacznym stopniu przyczynili się do tego, że ta zasiadka była bardzo udana. Nadchodzi kolejny wieczór. Dominik ma branie. Dobiega do kija, zacina i jest.. Hol trwa dość krótko, pomagam Dominikowi podebrać rybę. Waga pokazuje 10,7 kg. Ryba wraca do wody, a my do swoich namiotów. Chwilę po tym Rysiek ma również karpia na macie. Pełnołuski około 8 kg wyrwał nas ze snu.

Czwartek wita nas deszczowo. Dominik ma kolejne branie i kładzie na macie karpia dość specyficznie ubarwionego, ale naszym zdaniem to nie koi. Taki oto albinosik, niespełna 10 kg. Z niepokojem patrzymy w niebo, ale widoków na przejaśnienia nie ma.

Niestety musimy pakować cały majdan w deszczu. Pogoda piękna przez trzy dni, a na odjazd dostajemy ulewę, której końca nie widać. Pakujemy do busa ociekające deszczem namioty, maty i inne klamoty. Masakra - ale co zrobić. Rozglądamy się jeszcze po brzegu, czy wszystko zabrane. Patrzymy po wodzie, za którą już tęsknimy, a jeszcze nie wyjechaliśmy.

Wyjazd jak zwykle udany. Dziękuję kompanom Ryśkowi i Dominikowi, którzy jak zwykle są niezastąpieni. Pozdrawiamy serdecznie Czechów, których poznaliśmy i świetnie spędziliśmy te kilka dni, kolegę ze stanowiska obok, który podładował mi baterię do łódki J. Właścicieli łowiska również serdecznie pozdrawiamy. A wodzie mówimy "do zobaczenia". To raczej pewne, że przyjedziemy tu znowu, bo Pstrążna jednak elektryzuje...

Łukasz Burda (Łuki) Łańcut

GALERIA ZDJĘĆ Z ZASIADKI